Andrzej Wardziak Siódma dusza

240 stron. Videograf, rok wydania 2015.

Czekałem na kolejną część debiutanckiej powieści Andrzeja Wardziaka „Infekcja”, ale ten postanowił nas uraczyć zupełnie inną historią. No cóż, na „Infekcję 2” przyjdzie nam jeszcze poczekać pewnie, a teraz pozostaje tylko zagłębić się w opowieść jaką Autor snuje w „Siódmej duszy”. Pięcioro młodych ludzi spędza piątkowy wieczór w starym domu, odziedziczonym po zmarłym samobójczą śmiercią pół roku wcześniej wujku jednego z nich. Rodzice gospodarza przyjęcia – Marcina – wyjechali właśnie służbowo, więc chata jest wolna, a spotkanie zapowiada się ciekawie. Ale gdy Marcin widzi, jak mu się wydaje, duchy rodziców, a potem, niczym zahipnotyzowany, wchodzi do jeziora w którym utopił się jego wujek, wypadki zaczynają rozwijać się w dość nieoczekiwanym kierunku. Wkrótce piątka znajomych odkrywa ukryty pokój, najwyraźniej służący do kontaktów z duchami. Po jego otwarciu Zło zaczyna śmiertelną grę, z której ciężko jest wyjść żywym. Pierwszą ofiarą będzie jeden z chłopaków, który niemal śmiertelnie się okalecza…

„Siódma dusza” jest takim rodzajem horroru, który najlepiej się czyta nocą, przy zapalonej lampce. Wtedy właśnie to co opisuje Autor najlepiej działa na wyobraźnię. Nie jest to horror silący się na oryginalność. Tak jak w „Infekcji” Andrzej Wardziak wykorzystuje tutaj dobrze znane motywy i rozwiązania, ale robi to z takim wdziękiem i polotem, że jego powieść czyta się bardzo dobrze i rzeczywiście idzie się w kilku momentach przestraszyć. Cały urok takiego pisania polega na tym, że po kilkunastu stronach gdzie człowiek mówi sobie „ale to już było”, opowieść wciąga tak bardzo, że zatracamy się w niej zupełnie. Jeśli zaczniecie czytać wieczorem nastawcie się na to, że ciężko będzie odłożyć książkę zanim ją skończycie. Ja noc zarwałem, ale było warto.

Jeśli chodzi o język powieści – nie ma się tutaj do czego przyczepić. Napisana sprawnie, bez zbędnych opisów, a te które są nadają filmowy klimat (no właśnie – gdyby ktoś pokusił się nakręcić film na podstawie powieści, to byłby to solidny horror klasy B). Dialogi są tutaj w miarę realistyczne, postaci wiarygodne. Jak dla mnie szwankuje nieco finał – za szybko wszystko rozwiązane, wytłumaczone jednym akapitem. Ale za to sam finał rzeczywiście wynikał z treści książki. Po raz kolejny Andrzej Wardziak serwuje nam niby ograny temat, ale bardzo solidnie opracowany. „Siódma dusza” nie jest może ambitną książką, ale dostarcza dużej dawki rozrywki wszystkim Czytelnikom lubiącym się trochę bać. No i nie sposób nie zauważyć kolejnej, wspaniałej okładki Darka Kocurka – jakże adekwatnej do treści powieści. W swojej kategorii – horroru klasy B – „Siódma dusza” to solidna pozycja, którą polecam z czystym sumieniem.

Podobało się? Nie podobało? Zostaw jakiś ślad po sobie :)

Font Resize
KONTRAST